„Koza, która chciała być burmistrzem” – rostrzygnięcie konkursu literackiego „Zainspirowani siedemsetleciem”
Miło nam poinformować, że w konkursie literackim „Zainspirowani siedemsetleciem” nagrody otrzymują:
2. miejsce – Nina Kornacka
3. miejsce – Oliwia Kawulok
Wyróżnienia: Barbara Jeziorek, Nadia Stańco, Malwina Ciślak.
Dyplomy za udział oraz nagrody pocieszenia otrzymują: Karolina Kurdziel, Sara Kacorzyk, Antonina Kalita, Hanna Smaza oraz Zofia Świerkot.
Konkurs jest częścią zadania „Siedem wieków wsi Kozy” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury: „Kultura – Interwencje. Edycja 2025”.
Poniżej publikujemy zwycięskie opowiadanie autorstwa Mileny Fijak ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Kozach.
Milena Fijak „Koza, która chciała być burmistrzem”
Wszystko zaczęło się w pewien mglisty poranek, gdy stara koza o imieniu Telimena obudziła się
z dziwnym przekonaniem, że powinna kandydować na burmistrza Kóz.
Nie była zwykłą kozą — była kozą literacką, która twierdziła, że urodziła się na kartach
„Pana Tadeusza”, ale przez błąd drukarski trafiła do pastwiska w Kozach.
Znała historię wsi lepiej niż niejeden człowiek, a cytaty z Mickiewicza recytowała przy żuciu trawy. Twierdziła, że pamięta czasy, gdy w Kozach było więcej owiec niż ludzi,
a woda z potoku smakowała jak kompot z mirabelek. Według niej nazwa wsi nie wzięła się od kóz, tylko od legendarnej kozy, która uratowała mieszkańców przed najazdem, ale nikt nie miał odwagi jej zaprzeczyć.
Telimena postanowiła działać. Zorganizowała zebranie w parku naprzeciwko Pałacu Czechów,
który powstał prawdopodobnie na przełomie XVII i XVIII wieku jako barokowy dworek szlachecki, a swój obecny kształt uzyskał w XIX wieku dzięki rodzinie Jordanów.
Przyszły wszystkie zwierzęta: kury, które przyniosły transparent
„Koza na burmistrza!”, krowa Einsteinka, która twierdziła, że czas na pastwisku płynie wolniej
niż w urzędzie, spojrzała z powagą:
— A czy Telimena zna teorię względności samorządu?” . Na zebranie przyleciał też smok,
który uciekł z książki o Hobbicie, bo miał dość bohaterstwa i chciał spokojnie zjeść siano.
Telimena przywitała go z godnością, bo uważała, że każdy, nawet smok, ma prawo głosu
w sprawach Kóz.
— Moi drodzy! — zaczęła Telimena, stając na kamieniu, który według legendy był kiedyś częścią starego młyna.
— Kozy zasługują na głos! Przez siedemset lat nikt nas nie pytał
o zdanie! A przecież to my dajemy mleko, nawóz i inspirację!
Wieść o kandydaturze Telimeny rozeszła się po całej wsi. Ludzie byli zaskoczeni,
ale też rozbawieni. Dzieci pisały w zeszytach:
„Moja ulubiona polityczka to ta Koza od Mickiewicza”.
Starsi mieszkańcy wspominali, że może to i dobrze, bo „przynajmniej nie będzie obiecywać asfaltu, a potem sypać żwirem”.
W dniu wyborów Telimena przyszła do biblioteki, bo tam był lokal wyborczy.
Nie mogła zagłosować, bo nie miała PESEL-u, ale za to dostała autograf od Fryderyka Chopina, który, jak twierdziła, odwiedził ją kiedyś w snach i powiedział,
że jej przemówienie ma rytm poloneza. Zdjęcie Telimeny trafiło do lokalnej gazety,
a pod nim podpis: „Koza z wizją – kandydatka z pastwiska”.
Kilka dni później, ku zaskoczeniu wszystkich, pojawił się wójt gminy Kozy. Pogratulował Telimenie odwagi i powiedział, że każdy obywatel, nawet ten z kopytami, powinien mieć prawo marzyć, mówić i działać dla dobra wspólnego.
Telemina wzruszyła się tak bardzo, że przez tydzień dawała mleko o smaku patriotyzmu.




